Reportaż – Jeden dzień z życia
Trafiam na firmę budowlaną. Buduje płot. Od rana do wieczora lub nocy…? Już nie pamiętam. Rożne kłody pod nogi los im rzuca…, a to deska pęknie, a to śruba się zawieruszy, bednarka się zerwie… Na szczęście są jeszcze kilenci, którzy kawą poczęstują i można wygodnie do drugiego śniadania, które żona, dziewczyna lub inna osoba partnerująca przygotowała, siąść i w spokoju zjeść. Jest gdzie palić kalorie, tym bardziej, że szef zapiwiedział: „Robimy do oporu, na jutro gruszka zamówiona.” I tak mijają godziny na zmaganiu ze zmęczeniem, złośliwością rzeczy martwych, a czasem i żywych…nadchodzi zmierzch, a w końcu noc. Firma, jednak solidna i rankiem na spokojnie już beton z gruszki mógł być lany. Bo Bob budowniczy zawsze da radę. To prawda.





